Antidotum Amber Lager, czyli gwóźdź do trumny

Amber Lager 1Złamałem swoje postanowienie. Po pierwszej partii frykasów jakie zaserwował Nam Browar Antidotum obiecałem sobie, że nie wspomogę już finansowo tego podmiotu. Jednak uległem kiedy zobaczyłem w sklepie kolejną nowość. Tym bardziej, że ostatnie partie pozostałych pozycji z ich oferty są podobno pijalne. Czy Amber Lager kontynuuje tradycję Antidotum? Czy może też będzie to typowy gwóźdź do trumny? Zapraszam do lektury!!!

Browar kontraktowy Antidotum to jeden z przykładów świadczących o dużej modzie na piwa regionalne. Osoby odpowiedzialne za ten projekt pewnie pomyślały, że skoro PINTA i AleBrowar zrobiły furorę, to oni też dadzą radę. Nawet nie spróbowali zaoferować niczego ciekawego. Najzwyczajniej w świecie poszli na łatwiznę. Uwarzyli klasyki serwowane w każdym browarze restauracyjnym i wypuścili je na rynek. Na kontrach powypisywali teksty o orzeźwieniu, wytrawności, patriotyzmie i niemieckich wyprawach po drożdże. Wszystko pięknie, ładnie, ale pojawił się pewien problem. Prawdziwy Pilzner, Prawdziwe Pszeniczne oraz Prawdziwy Dunkel były ewidentnie wadliwe i zepsute. Do tego brak daty przydatności i zrobiło się ciekawie. Doszło do sytuacji, że piwa były sprzedawane za symboliczną złotówkę lub też grubo po terminie. Ja zrecenzowałem tylko ciemniaka, ponieważ na pozostałe szkoda było mi miejsca. Mogę jedynie zdradzić, że w notatkach występują takie słowa jak: masło, landrynki, mdłe, zalegające, ciężkie. Dlatego też byłem niewzruszony, gdy pojawiały się głosy o poprawie jakości „odtrutek”. Dopiero Amber Lager sprawił, że postanowiłem dać Antidotum ostatnią szansę. Tak, więc zacznijmy. Dzisiejszy bohater to „niezwykły bursztynowy lager o wyraźnej słodowej nucie, treściwy, zbalansowany okraszony delikatną chmielową nutą”. Zawiera on 6% alkoholu, a ekstraktem dobija do 16%. Etykieta jest podobna do pozostałych piw zawartych w ofercie. Tym razem kolor również nawiązuje do zawartości butelki. Ładnie, prosto i schludnie. No i w końcu nie zapomnieli o dacie. Jednak jest pewien zgrzyt. Musiałem nieźle przebierać w sklepowej lodówce, żeby trafić na sztukę zawierającą pół litra, za które w końcu płacę. Szkoda, że nie zrobiłem zdjęcia, ale większość była nalana do góra 0,4l pojemności… Żenada.Amber Lager 2Otwieram. Podczas przelewania do szklanki, gruboziarnista piana urosła do średnich rozmiarów. Poza tym okazała się dziurawa, nietrwała i beznadziejna. Kolor to mętny bursztynowo-brązowy odcień.Amber Lager 3Boje się, ale nie ma już odwrotu. Zapach to zestawienie słodu, chleba, drożdży i delikatnej kiszonki. Widzę, że trzymają poziom jeśli chodzi o tę ostatnią kwestię… Smak? Ciężko tu cokolwiek wyczuć, ponieważ dwutlenek węgla buzuje bardziej niż w niejednym weizenie. Pod tą gazową bombą występuje dosyć płytka słodowość, za którą podążają chlebowo-drożdżowe nuty. Na finiszu delikatna goryczka. Całość zalegająca i uboga. Jak już wspomniałem, wysycenie na bardzo wysokim poziomie.

Podsumowując, Amber Lager to kolejna porażka od Antidotum. Kwasu nie było, ale poziom dwutlenku węgla jest tu taki, że niejedna pszenica mogłaby pozazdrościć. Pomijając ten fakt, to pod spodem nie kryje się nic ciekawego. Pozytywne opinie na temat kolejnych warek Prawdziwego Pilznera i Prawdziwego Dunkela nakłoniły mnie do zakupu nowinki, ale była to błędna decyzja. Podobnie smakował mój Yorkshire Bitter z „puchy” (przegazowany, ciężki, drożdżowy). Tyle, że nigdy nie przyszłoby mi do głowy, aby częstować nim innych ludzi… Nie kupujcie i nie traćcie pieniędzy. Może dzięki temu Antidotum da sobie spokój i odejdzie w siną dal? Oby…

Piwo do nabycia w sklepie Rodzinka-Bis w Warszawie, na ul. Pejzażowej 2 lok.U-2!!

14 thoughts on “Antidotum Amber Lager, czyli gwóźdź do trumny

  1. „niezwykły bursztynowy lager” – z takimi stwierdzeniami nie wypada dyskutować!🙂 Jako że Antidotów (??) nie trzymałem w ręku mam pytanie: nie znęcałeś się celowo nad etykietą, prawda? Żadnych gniewnych przetarć papierem ściernym i ataków skalpelem? O smaku się nie wypowiem, ale etykieta wygląda… tak, że przydałoby się na to antidotum.

      • Trzymałem się z dala od zawartości. Ale to co widzę na zdjęciach, nie zachęca. Jest jakaś tam estetyka, ale ile można piłować ten kłos? Sprana buraczana czerwień z dziesiątkami przetarć też nie wygląda dobrze. Co recenzję utwierdzam się w przekonaniu – byle dalej od tego piwa.

        • Ja się z nikim nie punktuję🙂
          Ale odpowiem, bimbelt – tak i nie. Jasne, żeby mieć opinię o piwie powinno się je wypić – to jest stuprocentowa racja. Ja jednak nie wygłaszam opinii o piwie (sprawdziłem jeszcze raz, tak – nie wygłaszam). Mam jednak to do siebie, że jak widzę kosmiczną ilość opinii które niemal od dołu do góry są negatywne, to jako człowiek nie mam ochoty na próbowanie tego (nie czuję się też zobligowany do sprawdzania każdej jednej opinii). A jeśli do tego dodam estetykę – podrapana, brzydka i niepodobająca mi się etykieta – oto obraz został dopełniony. Ja nie znam wszystkich piw i tak się składa, że zanim zacznę czytać co to za piwo na półce to najpierw muszę je tam zauważyć. Jeśli taka etykieta wyjeżdża z browaru, to jakoś mnie to nie zachęca.
          Poza tym, mówiąc wprost, jako człek ułomny zdarza mi się być powodowanym kaprysami, chętkami i chwilowymi zawirowaniami emocji, również w kwestii piwa.
          A jak sobie przypomnę jęki niektórych jednostek w czasie wprowadzenia nowych etykiet PINT (niektórzy autorzy tak jojczyli, że spodziewałem się wniosków o status „pokrzywdzonego” i odszkodowań „Toć to płyn do mycia naczyń!!”) to jakoś jeden mój komentarz wydaje mi się być zupełnie innego kalibru.
          Napierniczyłem tekstu, gdybym zjechał jako takie piwo na podstawie etykiety, wtedy byłbym w stu procentach zgodny z twoim komentarzem i dałbym „punkt”🙂

      • tak mnie zaintrygowaliście tematem że aż sobie dokładnie zmierzę gdzie dokładnie wypada 500cm3 w takiej butelce. Piwo nalewa pewnie automat i te braki wynikają pewnie z nadmiernego spienienia i ucieczki piany przed zakapslowaniem, a jak widać ta kolejna kwaszonka od Antidotum jest bardzo nagazowana więc to tylko potwierdza moją tezę🙂
        Czy jest jakaś ustawowa tolerancja pojemności piwa w butelce?

        • Skoro na etykiecie widnieje 500 ml to powinni dopilnować, aby w butelce znajdowało się mniej więcej tyle zawartości. Średnio interesuje mnie to, że coś uciekło z butelki.
          Co do ustawowej tolerancji to nie mam pojęcia. Za to moja jest ściśle określona🙂

  2. zmierzyłem objętość, 500ml to jest tyle ile masz na zdjęciu w takiej butelce (chyba że moja miarka oszukuje).

    • W takim razie wiele browarów hojnie obdarowuje nas pojemnością powyżej 0,5 l. Jeśli jednak Twoja miarka nie kłamie to i tak faktem jest, że pozostałe butelki miały poniżej 0,5 l.🙂

  3. Kupiłem to piwo, po długiej walce z pianą, udało mi się nalać je do kufla od Paulanera o pojemności 0,4l. Na początku byłem lekko zdziwiony, że nie potrafię go nalać. Nalewałem już pszeniczne piwa holenderskie, niemieckie, belgijskie, czeskie, polskie, ukraińskie… Czyżbym nie potrafił nalać lagera? W końcu udało mi się nalać… i okazuje się, że nie mogę pić. Piwo tak pieni się w ustach, że ciężko się pije. Temperaturę piwa miałem ok 9’C. Cóż… smak: słodki, dużo drożdży, trochę jakiś nieprzyjemnych posmaków a na koniec goryczka, tym większa im bardziej wygazowane. Ogólnie piwo na początku jest niesamowicie przegazowane i przy tym BARDZO SZYBKO TRACI GAZ. Oceniam je niżej niż lecha i polskiego carlsberga, czyli TOTALNE DNO.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s