Smädný Mnich Radler, czyli rowerowe piwo

Podczas ostatniej recenzji zastanawiałem się jak przedstawiają się czeskie odpowiedniki Lecha Shandy. Pomyślałem, że szkoda czasu na nic nie dające rozmyślanie. Bez chwili wahania udałem się do sklepu. Trafiłem na dwie interesujące mnie pozycje. Jedną z nich jest Smädný Mnich Radler i o nim będzie mowa. Czy w dzisiejszym pojedynku Polska będzie górą? Czy może jednak radlery to tylko i wyłącznie domena Niemców? Zapraszam do lektury!!!

Radler to tak zwane piwo dla rowerzystów. Jest to po prostu mieszanina złocistego trunku z lemoniadą. Powstało ono podobno w dosyć dziwnych okolicznościach. Któregoś razu spora grupa spragnionych rowerzystów odwiedziła pewien zajazd. Jego właściciel nie był przygotowany na taką liczbę gości i nie mógł poczęstować każdego piwem. W takim wypadku postanowił rozcieńczyć je po przez dodanie lemoniady, którą miał na stanie. Tak właśnie wygląda mini legenda radlera. Ile w tym prawdy? Nikt nie wie, ale historyjka jest. Jednak pora skupić się na dzisiejszym bohaterze. Smädný Mnich Radler to mieszanina piwa z zaprawą cytrynową w stosunku 47/53. Trunek zawiera 2,0% alkoholu, a o ekstrakcie nikt nie wspomniał. W sumie w tym wypadku nie jest to istotne. Etykieta to standardowa grafika Smädnego Mnicha. Po prostu dodano tu cytrynowe tło, krawatkę w cytrynowym kolorze no i oczywiście cytrynę (nawet 1,5). Mi się podoba i z pewnością jest ładniej niż w Lechu Shandy.

Pora otworzyć butelkę i przelać do szklanki. Jak wygląda piana? Średniej wielkości (w stronę niskiej), drobnoziarnista, szybko opadła do pierścienia. Wiele się nie spodziewałem. Kolor to mętna odcień żółci z dziwnym białym (?!) refleksem. Też nic nie zaskakuje.No i najistotniejsze. W zapachu wyczuwalny lekki słód i cytryna, ale w dosyć naturalnym wydaniu. Smak? Tu również wyczuwalna baza słodowa, która niestety jest zdominowana przez nuty cytrynowe. W tle delikatnie słodkawe akcenty, które mimo wszystko nie zalepiają ust. Na finiszu delikatna, lekko cytrusowa goryczka. Wysycenie na poziomie średnim. Całość lekka i niezapychająca.

Podsumowując, Smädný Mnich Radler to na prawdę dobry przedstawiciel radlerów. Piwo może nie jest tak kwaskowate jakbym oczekiwał, ale też nie nazwę go bombą cukru. Najważniejszym faktem jest, że Mnich orzeźwia, a o to chodzi. Wypite na balkonie po całodniowej wyprawie rowerowej na prawdę zdało egzamin. Jeśli traficie i będziecie mieli dylemat: Smädný Mnich Radler, czy Lech Shandy, śmiało wesprzyjcie słowackie browarnictwo. Ciekawe jak poradzi sobie kolejny czeski „rowerzysta”…

Piwo do nabycia w sklepie Rodzinka-Bis w Warszawie, na ul. Pejzażowej 2 lok.U-2!!

6 thoughts on “Smädný Mnich Radler, czyli rowerowe piwo

  1. Pingback: Bažant Radler, czyli słowacka lemoniada z procentem | Smak Piwa

  2. a jeszcze drobniejsza – i Lech Shandy i Smadny Mnich to SABMiller, wiec na koniec dnia kasa i tak trafi do tego samego worka🙂

  3. Pingback: Perła Summer, czyli tymbark z alkoholem | Smak Piwa

  4. Pingback: Gambrinus Limetka & Bezinka, czyli trochę owocowej innowacji | Smak Piwa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s