London Porter – z dużej chmury mały deszcz?

Jak wiadomo angielskie portery różnią się smakiem od Naszych rodzimych wytworów. Czy przyzwyczajeni do „cięższego kalibru” jesteśmy w stanie docenić lżejsze brytyjskie piwo, które sygnowane jest słowem „porter”? Przeciętny konsument nie koniecznie musi posiadać wiedzę na temat różnic, dzielących oba style. W końcu dla Niego porter to porter… Zapraszam do lektury!!!London Porter możemy odnaleźć na półkach sklepu Marks & Spencer. W odróżnieniu od bałtyckich porterów, ten jest piwem górnej fermentacji. Zawiera ono 5,5% alkoholu, ekstraktu nie podano (zgodnie z przyjętymi zasadami oscyluje pewnie w granicach 11%). Także mamy już pierwszą różnicę, czyli moc. Etykieta zapowiada Nam, że wewnątrz butelki znajdziemy piwo odpowiadające smakiem temu, które warzono w 1750 roku. Odważnie, biorąc pod uwagę fakt, że wtedy wyglądało to trochę inaczej… 7 słodów też przemilczę… Na temat podobnych informacji wypowiedziałem się już tutaj.Jak zatem zawartość prezentuje się w szklance? Piana średnia, nietrwała, szybko opadająca. Jednak była obecna do końca, w postaci gęstego kożuszka. Kolor jest ciemny, pod światło rubinowy. Póki co, zwykły miłośnik piwa nie będzie zaskoczony.

Zapach również nie zapowiada niczego odmiennego. Paloność, kawa, czekolada. Może trochę mniej intensywny niż w porterze bałtyckim. Dopiero teraz nastąpi zdziwienie. W smaku od początku czuć dużo kawy, lekko słodką czekoladę, po której następuje niezbyt przyjemna, chwilowa kwaskowatość. Wszystko uwieńczone jest sporą, przypalaną goryczką. Całość lekka i aksamitna.

Podsumowanie? Piwo dobre i ciekawie skomponowane. Oczekiwałem większej ferii smaków, ale i tak jest smacznie. No dobrze, ale czy przeciętny konsument nie zrazi się po przez taki eksperyment (wybór nowego portera)? Pewnie będzie rozczarowany. Portery bałtyckie, które miał okazję pić nie smakowały podobnie do stoutów. Jak już wspomniałem, nie każdy musi znać się na piwie. Gdybym nie posiadał pewnej wiedzy, zapewne poczułbym się oszukany. Co to znaczy? A no tyle, że możemy być dumni z Naszych „mięsistych” porterów i żadne inne nie mogą się z nimi równać!!!

9 thoughts on “London Porter – z dużej chmury mały deszcz?

  1. Nasze portery na zachodzie nazywane są „Baltic Porter” i jest tak jak pisałeś całkiem inny gatunek piwa niż angielski Porter, który to testujesz. Angielski Porter to praktycznie Stout i nawet najstarsi Brytyjczycy nie są wstanie powiedzieć czym te dwa gatunki się różnią, typowa odpowiedz, że kiedyś się czymś różniły ale teraz ta różnica się zatarła😉
    A co do London Portera to jest tylko jeden prawdziwy robiony przez Fuller’sa : http://www.fullers.co.uk/rte.asp?id=63. W Zielonej Górze można go dostać w Almie.

  2. Hmmm, nie zaryzykowałbym twierdzenia że tylko porter z Fuller’s jest jednym prawdziwym londyńskim porterem. Zacznijmy od tego czym się powinien charakteryzować prawdziwy London Porter, jak byś to zdefiniował?

  3. London Porter to nazwa własna, której używa Fuller’s dla swojego produktu. A Porter ten jest znany i ceniony na cały, świecie. Zdobył on też sporo różnych nagród. Aż dziwne, że jakiś inny browar też używa tej nazwy… choć oba są z Londynu.
    Na co dzień jednak dokładnie to piwo nie jest w ofercie tego browaru z Greenwich a wyprodukowali je chyba tylko okazjonalnie dla Marks & Spencer. Mają oni piwo o nazwie „Meantime London Porter” (http://www.meantimebrewing.com/our-beers/meantime-london-porter) ale ma ono 6.5% alk. więc to raczej co innego niż w tej butelce od M&S.

  4. „London Porter to nazwa własna, której używa Fuller’s dla swojego produktu.” – nie jest tak, jak piszesz. RateBeer ma w swojej bazie 46 piw o nazwie „London Porter”. Oczywiście zdecydowana większość z nich jest warzona poza Londynem

  5. OKi, w takim razie trzeba przyjąć, że London Porter to gatunek… tylko jak tak to czym on się różni od Portera (nie Baltic Portera)? i wychodzi na to, że każdy porter to London Porter bo przecież niby ten gatunek powstał w Londynie.

  6. Nie niby, tylko na pewno powstał w Londynie.
    Mnie podziały na gatunki średnio interesują, każda klasyfikacja gatunków jaką widziałem ma mniejsze lub większe luki.

  7. Wg tego, co pisano w wielu książkach z tego okresu, porter londyński (więc styl) charakteryzował się min. 16 blg (1065 OG) i do 6.5% (dla odmiany London ale miało 8%, a Burton między 9-11%, upada mit, że piwa brytyjskie były tak słabe jak teraz), stąd zarówno ten ani Fuller’sa nie wpisuje się w styl. Jako ciekawostkę można dodać, że nasze dolne portery-bałtyckie na samym początku też były górnej fermentacji, a Encyklopedia Rolnictwa z 1899 roku, w której są tabelki dotyczące poszczególnych parametrów różnych stylów i konkretnych podaje, że porter angielski wówczas miał 21.2 blg i 6.18%, porter niemiecki miał 15.36 blg i 4.5%, a porter żywiecki miał 20.48 blg i 8.65%. Dla porównania stout miał 18.2 blg i 5.15%.

    Już niedługo ruszam z porterkiem wg przepisu z 1750. Pora jeszcze bardziej się cofnąć do korzeni prawdziwego piwowarstwa.

  8. Pomyłka, z 1846 wg „The Theory and Practice of Brewing…” autorstwa W. L. Tizarda, profesora piwowarstwa z Londynu rzec jasna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s